gry zespołowe

wtorek, 6 listopada 2012

| | | 4 komentarze
kiepska zawsze w nich byłam. Ani kosz, ani siatka, ani nawet 2 ognie. No d. wołowa, 2 lewe ręce, zero refleksu, plątanina nóg. Jak badminton, to za lekko, albo mocno....eeee szkoda gadać.
No wiec zostały warcaby.....chińczyk....Grzybobranie .....Wojna....
Szachy w grę nie wchodzą, za słaba w kolejne klocki.
Ale żeby nie było, ze ciotka taka kulawa ze wszystkiego, to zrobiła Kajtuchoju szachownicę. Przynajmniej ciotka próbowała. Bo to, co se myślała o łączeniu kolorów (bo absolutnie nie chciała używać tylko 3 nitek, bo jej nie podobało się to, że zwisają z tyłu). No i jak przyszło do robienia tyłka.....nastąpiło ostre zwątpienie. Tyłek został zrobiony z pasów. Reszta pojszła za ciosem.
Tylko optyka coś zaszwankowała.....cóż....będzie za.....jakiś czas nosił :)

niby mało robótek, ale zawsze coś :)

sobota, 3 listopada 2012

| | | 5 komentarze
Najczęściej ostatnio dzieje sie wokół Kajtucha. Cóż....ciotka szaleje i ciągle o Młodym myśli.
Pokazywałam dżdżownicę?

Najpierw w wakacje była dżdżownica
potem pamiątka Chrztu:
i Szatka - ta szczególnie podoba mi się. Zdecydowanie kocham prace na lnie
Jakoś tak nie po drodze mi ostatnio z robótkami, blogami....Jakkolwiek robótek troszkę przybyło, to nie czytałam Waszych blogów od m-cy....
Praca, dom, praca, dom....trochę robótek
troszkę książek - kryminały, jak zwykle :)
Pozdrawiam tych, których czasem wiatr tu zawieje :)






(d)Ruciane Nida

środa, 24 października 2012

| | | 12 komentarze
coby odpocząć, nie myśleć o tym, co niekoniecznie zdrowe druty i igła są mi niezbędne. Książka nie zawsze pomaga.
W światku drucianym trochę przybyło.
Powstała zielonka na jesień. Po perypetiach wielu, bo odstawieniu włóczki na lat kilka, po zmianie pomysłów, wzorów itp itd powstała zielonka, sweterko-płaszczyk:)








 to taka sesyja,  zadowolona z efektu (robótkowego) jestem, choć z kołnierzem kombinacje alpejskie były :). Podpina sie go agrafką zrobioną przez Teścia. Druty do życia mi są niezbędne
Zdecydowanie :)



wakacje 2012 (a)

wtorek, 4 września 2012

| | | 4 komentarze
Wróciliśmy 2 tygodnie temu. Piszę dopiero...bo właśnie jestem na L4. Korzystając z czasu wolnego, stwierdziłam, że przejrzę zdjęcia. Miło powspominać.
To był ciężki rok. Zmiany w pracy, nawroty choróbska, niezbyt miłe rozmowy, rozczarowania, a może potwierdzenie podejrzeń...ech...szkoda gadać. Czekałam na urlop, jak na zbawienie. Uznaliśmy, że jedziemy, jak zwykle w góry. Co do wyboru Bieszczadów .... padło na ten rejon, bo a) KM jest fanem sportów motorowych, a w tym czasie w okolicach Rzeszowa był Rajd Rzeszowski,b) nigdy tam nie byliśmy, c) innego pomysłu nie było :)
Odbyły się poszukiwania miejsca.....po różnych perypetiach z zamawianiem....padło najszczęśliwiej jak tylko mogło....Wybrałam małą mieścinę, wioskę znaczy się. Zależało nam szczególnie, by było a) wygodnie, b) czysto, c) z dala od zgiełku, d) z posiłkami pod nos podstawionymi e) cicho, f) cicho g) z dala od dzieci...w liczbie mnogiej, hurtowej

Szczerze polecam Bukowy Dwór w Rabe, koło Czarnej..Naprawdę warto tam pojechać. Przemiła właścicielka, spokojna, bardzo pozytywna osoba. Dwa domki podzielone na pokoje i apartamenty, osobny domek na salę fitness, osobny na portiernię i jadalnię z kuchnią. Wokół mnóstwo zieleni, altana z miejscem na grill, ognisko. Wyżej boisko do siatkówki, budowana sauna, jakiś plac dla dzieci...Jeszcze wyżej staw z miejscem na leżakowanie. Była altana z miejscem na karimaty, leżakami dla klientów. Jeszcze wyzej górka. Wszystko to w obrębie rezydencji.
Pokoje bardzo wygodne












Ciszę przerywały jedynie kłócące
 się w pobliżu barany











Przez pierwsze dni czytałam, czytałam, haftowałam, drutowałam. Relaksik pełen. Nie miałam siły, by łazić po górach, potrzebowałam balsamu, a KM nie wnosił oporu. Mieliśmy mały taras przy pokoju, ale i tak najczęściej chodziliśmy koło altany nad staw
Taki widok był z góry na domki











 Oj, nacieszyłam oczy. Nie trzeba było ruszać daleko, by się zrelaksować



Wieczorami, wygodna kanapa i świeżo parzona pokrzywa :)

Przepyszne śniadania; zawsze konfitura (robiona przez właścicielkę - jabłka i śliwki przesmażane na piecu opalanym węglem), przepyszny miód (od pana z Nowego Sącza), mleko, płatki itp. Na stole świeże pieczywo, dobrej jakości wędlina (a ja mocno wybredna jestem), sery, serki, lekka sałatka. I na zmianę: jajo na twardo, albo parówki (też wybredna jestem i tykam jęzorem tylko te najlepsze), albo jajówa na szynce ze świeżym lubczykiem. Palce lizać!!!!!
Zawsze świeża pokrzywa, mięta, czasem melisa. Jako, że tylko ja ją sobie parzyłam, mogłam zabrać do pokoju na kolejne filiżanki. Na sam koniec dostałam słoiczek konfitury i miętę :)Posiłki z pieknym widokiem, wśród kwiatów...zawsze ze spokojną muzyką w tle....

Za rok wracamy z powrotem :) (tym razem nie będzie wielu wycieczek samochodowych, tylko wyjścia w góry).













wolne

czwartek, 26 lipca 2012

| | | 3 komentarze
uwielbiam
chcę celebrować.... pierwszy dzień, który jest jak święto. W tym roku miałam dwa podejścia: Pierwsze miało byc w poniedziałek (gdy rozpoczynałam dwudniowe wolne), drugie dzis (gdy rozpoczyanałm urlop)
W weekend przed pierwszym byliśmy na wsi u rodziców i siostry. Odbyłam szpacerek w lesu, nachapałam się widoczków

nadźwigałam własnego ciała, wiec kręgosłup okazało sie, że mam...cały obolały. Kajtek poprawiał humor i zapominałam o wszelkich niedogodnościach
Młody śpi najczęściej tak:
Powróciliśmy do domu.
Miał być poniedziałek, co oznaczało, że nie wstaję przed południem, że śniadanie będzie trwać godzine (twarożek ze szczypiorem i rzodkiewkami), z kawą z mlekiem zagęszczonym i książką.
Cóż...po 9 obudziła mnie siostra wchodząca do mnie z dzieckiem i z naszą mamą....Okazało się, że przyjechała do Płocka celem zmiany pediatry. Ze snu nici, ze spokojnego, samodzielnego śniadania też....z planów zakupowych też......Młody ma kłopoty ze snem, więc myślałyśmy, że nie będzie spał i pójdziemy z nim do miasta zrobić jakiekolwiek zakupy, bo lodówka pusta. Taaaaa....jak sie położył u mnie w sypialni...spał 3, 5 h!

 Na całe szczęście Ela zmieniła lekarza....okazało sie, ze pani doktor nie dość, że źle mu podawała leki, to jeszcze nie powinna jakichśtam szczepień dawać wcześniakowi....a jakieś powinna, a nie dała.....wrrrr

Wtorek spędzony u wujostwa, u teściów....
Środa...w pracy, potem u babci (już jej lepiej, zaczyna chodzić, jest aktualnie w prywatnym domu opieki).
w nocy załatwiłam nam miejscówkę wyjazdową. jedziemy tu: http://www.bukowydwor.pl/

Czekałam na czwartek.....na długie spanie...
Wstałam dziś o ...11....19 (!!!!!!)
Wstawiłam pranie, przeczytałam pocztę, przejrzałam fb, pogadałam.....i zasiadłam do śniadania....7 telefonów (!!!)....
Ale to nic.....
dzień upłynał mi miło...zrobiłam leczo z cukini/kabaczka (nie rozróżniam), obgotowałam fasolkę, przyszedł KM z pracy i sie zdziwił, że jestem w piżamie (taki dzień dziś mam i już)
A na tamborze pamiątka chrztu dla Kajtucha
Obmyślam już szatkę...mam len 32 biały.
Urlop ogłaszam za rozpoczęty!!!!!!
ps. książek pozamawiałam, pokupowałam w sklepach stacjonarnych...ze już mi sie geba cieszy, gdy o nich pomyślę

Udanych wakacji wsiem i wobec życzę, kochani




felixy

poniedziałek, 9 lipca 2012

| | | 0 komentarze
kocham miłością niewinną
pożeram puszkami co kilka m-cy
dziś KM zanabył nowość
pyyyyyyyyycha

poza tym wygrałam cudną bransolotekę (chyba pierwszą, jaką będę nosiła od kilku lat) Śliczność po prostu
zrobiła ją Kamila  

Ta sama, od której zanabyłam cudo dla Kajtucha - dostał tuż po urodzeniu
A poza tym ? Poza tym słabo ogarniam różne rzeczy ..... zakończenie roku, podsumowania teczek, plotki, zaściankowe pieprzenie między pokojami .... nerwy  mnie biorą .... nie wszystko umiem od siebie odsunąć... Złoszczę się sama na siebie i kółko się zamyka
ale myślę o urlopie .... może Bieszczady? Podkarpackie?
 Jakieś miłe miejsce....wygodne (bom księżniczka  :) :) :) )
Relaks mały w weekend... Reggaeland, jak co roku ...
fotki z prasy


burza była taaaaaaaaaaka

Kajtuch z ciocinych sweterków wyrósł w kilka dni
Zaczełam nowy projekt .... ale na razie na bok go odstawiłam.... Włóczków i guzików masa czeka, ale cóż ....
Zaczęłam coś nowego, ale z leksza cholera mnie bierze ... Zakładka dla chrześnicy w końcu na Boze Narodzenie będzie nie wcześniej :)
Do koguta zapałałam wspomnieniami
:)
ps.
wredna jestem i z braku czasu nigdzie nie łażę, nikogo nie czytam .... poprawie się .... obiecywam :)


ostatnie robótki

piątek, 22 czerwca 2012

| | | 4 komentarze
powstały głównie dla Kajtucha, cuda rodzinnego

Młode dziecię jutro kończy miesiąc, rośnie i zdrowo się chowa
kilka fotek:








i powstały 2 sweterki giganty (ciotka sie nie obcyndala....niestety ma megametrowkę w oczach)

 Powstała malizna xxxowa dla naszej Pani sekretarki, Eli