gry zespołowe

wtorek, 6 listopada 2012

| | |
kiepska zawsze w nich byłam. Ani kosz, ani siatka, ani nawet 2 ognie. No d. wołowa, 2 lewe ręce, zero refleksu, plątanina nóg. Jak badminton, to za lekko, albo mocno....eeee szkoda gadać.
No wiec zostały warcaby.....chińczyk....Grzybobranie .....Wojna....
Szachy w grę nie wchodzą, za słaba w kolejne klocki.
Ale żeby nie było, ze ciotka taka kulawa ze wszystkiego, to zrobiła Kajtuchoju szachownicę. Przynajmniej ciotka próbowała. Bo to, co se myślała o łączeniu kolorów (bo absolutnie nie chciała używać tylko 3 nitek, bo jej nie podobało się to, że zwisają z tyłu). No i jak przyszło do robienia tyłka.....nastąpiło ostre zwątpienie. Tyłek został zrobiony z pasów. Reszta pojszła za ciosem.
Tylko optyka coś zaszwankowała.....cóż....będzie za.....jakiś czas nosił :)

4 komentarze:

justa35 pisze...


:)

Ata pisze...

Się czepiasz - on ma to założyć i nosić, a nie używać jako szachownicy, czyż nie takie jest założenie? ;-D

monilew pisze...

tak tak :)
tylko, ze un teraz to się nią nakryje, hihi

Osia pisze...

zanim się ciotka obejrzysz, Kajtuch nie tylko dorośnie, ale i wyrośnie z szachowych pasków :)

Prześlij komentarz